Wiosną spędziłam 3 godziny w operze wrocławskiej oglądając piękny balet „Romeo i Julia”.
Nie zaskoczył mnie spektakl – ale widownia.
Lata temu, chodzenie do opery było prawdziwym rytuałem. Ludzie na to czekali, Przygotowywali się tygodniami. Stroili się. Dwie przerwy, pełen fokus, cierpliwość, obecność i możliwość rozmowy o przeżyciach jeszcze długo po wydarzeniu.
Tym razem, zobaczyłam coś zupełnie innego. Wielu młodych ludzi sprawdzało swoje telefony, skrolowało, byli rozproszeni i ciężko im się było skupić.
Nagle mnie to uderzyło – w jaki sposób ewaluowały nasze relacje z czasem, skupieniem i zmianą.
Świat kręci się szybciej niż kiedykolwiek. Szybko się nudzimy – potrzebujemy nieustannych bodźców. AI, automatyka, transformacje – mówimy o zastępowaniu pracy ludzi przez roboty – to codzienność.
Może prawdziwym pytaniem jest nie to, co nas zastąpi, ale w jaki sposób my, ludzie się zaadoptujemy do współczesnej rzeczywistości?
Stanie w miejscu nie jest opcją.
Opieranie się zmianie często prowadzi do frustracji. Długofalowa frustracja nas wypala i wykańcza.
Co się naprawdę liczy to ludzkie cechy: ciekawość, adaptacyjność, odwaga, wrażliwość i chęć uczenia się – znowu i znowu.
Czy nam się to podoba czy nie, adoptowanie się do rzeczywistości nie jest tylko wyborem. Jest koniecznością. Być może sztuką jest nie tylko odpuszczenie tego co do tej pory dawało nas satysfakcję, ale czerpanie z nowych doświadczeń w inny sposób.
P.S. Balet był fantastyczny. Polecam.
